- Spokojnie, kochanie. Myślisz, że jakiś jeden smuteczek sprawi, że Cię zostawię?
Mój anioł już tak łatwo się ode mnie nie odczepi. Miarka się przebrała, w końcu się wkurwił, że ma pod swymi skrzydłami taką marudę i postanowił zaprowadzić własne porządki. Postanowił wreszcie się ujawnić, podejść bliżej i dać znak swojej obecności, a nie tylko gdzieś tam nieśmiało wołać z oddali. Widzę jego długie, prawie białe włosy i głębokie, błękitne oczy. Słyszę szelest jego szat, czuję jego miękkie ruchy i lekkie podmuchy powietrza od skrzydeł. Jeszcze nie wiem, jak ma na imię, lecz myślę, że to tylko kwestia czasu. Wpatruje się we mnie z zachwytem i uśmieszkiem zadowolenia. Jest zachwycony absolutnie wszystkim: głębokim spojrzeniem ciemnych oczu, spokojem i ogniem we mnie, tym, że milczę i tym, że się śmieję, delikatnością i urokiem, kontrastującymi czasem ze wściekłością, czy wręcz szałem, skrytością i tajemniczością, "werowatością", coraz płynniejszymi ruchami w tańcu, głupkowatym śmiechem i tym, kiedy zapominam języka w gębie i tylko wpatruję się w rozmówcę z lekką konfuzją i strzelam półuśmieszkami z nadzieją, że uratuje mnie od konieczności zagajania. Jest absolutnie przekonany (w przeciwieństwie do mnie czasami), że jestem w tym wszystkim niezwykle niezależna i że w moich żyłach, razem z krwią, krąży niezwykła siła i moc. Przez cały czas pobudza tę buzującą we mnie energię, poklepuje po ramieniu, podnosi z klęczków, a czasem po prostu głaszcze po głowie, mówiąc "już dobrze, kotku, nic nie musisz robić, spokojnie". Powoli staje się tak samo upierdliwy jak sabotażysta. I bardzo dobrze. W końcu ile można marnować potencjał. Ktoś tu musiał w końcu uderzyć kijem w podłogę. I dobrze, że ten wreszcie kurwa dał jakiś znak, że istnieje.
Niby czemu masz być gorsza od innych? Wiesz, że kiedy kogoś podziwiasz, tak naprawdę podziwiasz te cechy, które ty także posiadasz, ale często nie dajesz sobie szansy na wydobycie ich z wnętrza.
O Jezusie, naprawdę? W gruncie rzeczy, to jestem skłonna wierzyć, że to prawda. Cechą, którą najbardziej podziwiam u innych ludzi jest niezależność. Taka, którą aż się czuje, która aż bije od danej osoby. Zawsze bardzo pragnęłam taka być, było i jest to jedno z moich największych marzeń. Ale wiecie ostatnio uwierzyłam, że też mogę. Ba, że w sumie to już taka jestem. Tylko muszę to z siebie jeszcze bardziej wydobyć. Jednak zasmakowałam już, jak cudownie jest taką być. W zeszłym tygodniu zachłysnęłam się takim cudownym uczuciem, które nawet trudno jest mi ubrać w słowa. Uczuciem bycia całkowicie niezależną, tak, że aż sama sobie tym imponuję. Uczuciem zachwytu nad tym, że mogę być właśnie sobą i dostrzeżenia, jakie to wspaniałe być tym, kim się jest. Uświadomieniem sobie, że bycie sobą w każdym calu, to najwspanialszy dar od życia i poczucie absolutnej wdzięczności za to. Dostrzeżenie, jaki to w sumie cud. Cud, że jestem tym, kim jestem, i że nie muszę być nikim innym. Kiedy czytałam o czyichś wyjątkowych przeżyciach już nie odczuwałam ukłucia żalu, że ja czegoś takiego nie mam, tylko serduszko podskakiwało mi z ekscytacji, że ja też mogę. Że ja również mogę żyć pełnią życia i zbierać unikalne przeżycia, ale w swoim tempie, ponieważ w każdym calu jestem sobą.
W weekend pojechałam na wyjazd z harcerzami. Był równocześnie parszywy i fantastyczny. Chłonęłam każdą chwilę, gdyż ostatnio także zrozumiałam, co to znaczy żyć w teraźniejszości i, co więcej, zdecydowałam się tak żyć. Tak naprawdę każdy z nas ma wybór, ale teraz nie o tym. Wracając do biwaku, byłam opiekunką domku młodszych harcerzy, których zdążyłam przez ten rok pokochać. Kiedy oglądam zdjęcia i filmiki z naszych poprzednich wyjazdów nie mogę się nie uśmiechnąć. Były to chwile spędzone w atmosferze ciepła i radości, w których odrywa się od codzienności i łapie każdą chwilę. Patrzę, jak śpiewamy wszyscy "Don't worry be happy", poczynając od dzieciaków z podstawówki, kończąc na prawie studentach, i nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo się wszyscy zgraliśmy, jaką świetną drużyną jesteśmy. Bardzo chętnie podzieliłabym się z wami którymś z tych filmików, ale nie wiem, czy mogę to upubliczniać. A żałuję, gdyż powiem wam, że jestem z nas dumna. Wracając jednak do ostatniego wyjazdu, z jednej strony wiązał się z tym, że wreszcie znów się z nimi spotkałam po prawie sześciu miesiącach, znowu się ubawiłam i powygłupiałam z moimi chłopakami, dowiedziałam się, skąd biorą te swoje wspaniałe suchary z podtekstami, z których jednej czwartej nie rozumieją ("z internetu, druhno"), zwróciłam im uwagę, żeby przestali natrząsać się z gejów:
- Wiecie, że może się okazać, że wy sami jesteście gejami?
- Co?! Ja? O nie nie, w życiu!
- Dowiesz się tego dopiero w okresie dojrzewania.
- Uważasz, że jestem niedojrzały?
Dzieci... jest z nimi cholernie śmiesznie. Z drugiej strony wyjazd ten stanął pod znakiem permanentnego niewyspania, ciągłego bycia zmarzniętą i niemożności rozgrzania się (baza z domkami kempingowymi, deszcz), bólu brzucha z powodu okresu, uświadomieniem sobie, że chyba chcę się wycofać z czegoś, do czego dążyłam już od pierwszej klasy liceum, co spowodowało roztrzęsienie (jednak nie jest to łatwa rzecz) i przeryczenie całego niedzielnego popołudnia. Będąc zmarzniętą, obolałą, postawioną w trudnej sytuacji nie byłam już w stanie podtrzymać tej przyjemniej euforii, która towarzyszyła mi przez cały zeszły tydzień. Ten jest bardziej melancholijny, momentami ciężko mi na sercu, ale wiecie... i tak jest pięknie. Pięknie jest łapać więcej kontaktu z teraźniejszością (polecam ten wpis), pięknie jest czuć się niezależną, tak, jak zawsze pragnęłam, pięknie jest nie zamartwiać się jutrem, pięknie jest kochać siebie... i pomimo tego melancholijnego nastroju, jaki mnie ogarnął wiem, że mój anioł nie pozwoli mi tak łatwo się poddać.
Pragnę po raz drugi pojechać na Slot Art Festiwal, chociaż na dwa dni. Krótko mówiąc, uważam, że to magiczne miejsce, mam nadzieję, że nam to wyjdzie. Marzy mi się morze. Postanowiłam, że pojadę po Poznaniu (jeśli się dostanę), choćby sama, choćby na dwa dni. Żeby posiedzieć sobie gdzieś na plaży, posłuchać szumu fal i po prostu być. Nic więcej.
"Ucieknijcie gdzieś i zaciągnijcie się do cyrku. Zróbcie sobie tatuaż, wskoczcie w pociąg. Uprawiajcie ogród i zbierajcie nasiona. Ochajtnijcie się, miejcie dzieci, noście kapelusz. Nie kłamcie, nie oszukujcie, nie kradnijcie. Wszystko musi być proste i jasne. I pamiętajcie, większość tego, co jest najważniejsze w życiu, trudno dostrzec gołym okiem. Wartość jakości chwili, którą spędzacie z innymi, znacznie przewyższa ilość."
Tom Waits
- Smutno mi, nic na to nie poradzę, to silniejsze ode mnie.
- To nic nie rób. Wyłącz się na trochę, przestań myśleć. Po prostu bądź tak jak jesteś i nic z tym nie rób. Nic nie musisz, poddaj się, daj życiu sobą pokierować. Zmartwienia odfruną, a co ma być, to i tak będzie. A jak już będzie, to trzeba się będzie z tym zmierzyć.
Żyć w tu i teraz to nie jest łatwe, ale bardzo zdrowe. Muszę Cię częściej czytać, bo robisz to świetnie.
OdpowiedzUsuńCo do euforii, melancholi i wkurwienia, to wszystko tak mi znane, że mogę się pod tym podpisać.
Pogratulować podejścia. Po parszywym okresie zrobię wszystko, by choć trochę wziąć z Ciebie przykład :)
OdpowiedzUsuń